Podstawowy sos winegret

IMG_3498Julia Child to ikona. Pewnie obraziłaby się gdybyśmy nazwali ją pierwszą kuchenną celebrytką, więc tego nie zrobimy, choć ewidentnie coś w tym jest ;) Child była co prawda Amerykanką, ale sławę zdobyła dzięki propagowaniu w Stanach francuskiej kuchni. Od czego więc mieliśmy zacząć gotowanie z Julią Child jeśli nie od absolutnych francuskich podstaw? Sos winegret. Tylko tyle i aż tyle.

 

 

Będziecie potrzebowali:
– ½ łyżki posiekanej szalotki
– ½ łyżki musztardy dijon
– ¼ łyżeczki soli
– ½ łyżki soku z cytryny
– ½ łyżki octu winnego
– 1/3 – ½ szklanki dobrej oliwy z oliwek
– świeżo zmielony czarny pieprz

julia1

Zadanie jest naprawdę proste. Wszystkie składniki wrzuć do słoika, zakręć i porządnie wymieszaj, aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Gotowe!

Proste? Proste! I nie byłoby o czym pisać gdyby nie fakt, że to naprawdę najlepszy sos winegret jaki kiedykolwiek jedliśmy. Przede wszystkim okazało się, że jeśli to jest wzór i prawda najprawdziwsza, to żadne z nas do tej pory po prostu nigdy w życiu nie jadło winegretu.

Jeśli więc do tej pory posługiwaliście się sosami w proszku lub robiliście winegret na oko to polecamy Wam wypróbowanie klasycznego przepisu na winegret Julii Child, bo naprawdę warto. Do tego kilka liści dobrej sałaty i… tyle. Smacznego!

julia2

julia3

2 Comments

  1. Marja · 31 marca 2014 Reply

    Chętnie spróbuję przepisu Julii, mam jednak wątpliwości, czy ta wersja będzie mi najbardziej smakowała. Nie za dużo tam kwaśnego? Musztarda, ocet, cytryna? Ja lubię, gdy w sosie wyczuwalna jest odrobina słodyczy – realizuję ją przez użycie soku pomarańczowego w miejsce cytrynowego lub dodanie kilku kropli miodu. Dobrym pomysłem jest też użycie octu balsamicznego, wtedy to już jest ambrozja.
    A porównywanie sosów z proszku z czymkolwiek z Francuskiej Kuchni (właśnie tak, z wielkich liter!) to mocno dyskusyjne jest. Chociaż na ugorze, na jakim przyszło pracować Julii Child, pewnie nieuniknione.

  2. Gosia · 31 marca 2014 Reply

    Moim zdaniem sos był wręcz odrobinę za mało kwaśny i przyznam, że na talerzu jeszcze go trochę dokwaszałam:) Ale ja lubię bardzo kwaśne smaki. A co do ugoru, na którym przyszło pracować Julii to myślę, że akurat mogło być lepiej niż jest. Myślę, że kilkadziesiąt lat temu dużo mniej osób korzystało z proszkowych dań, czy sosów niż dziś.

    Ja też lubię wszelkie wariacje na temat tego sosu – miód czy sok pomarańczowy, ale to jednak tylko wariacje. Klasyka wciąż pozostaje taka, bez zmian. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz:)

Dodaj komentarz